Strefy Czystego Transportu – co oznaczają dla Twojej firmy?
Strefy Czystego Transportu – co oznaczają dla Twojej firmy?
Jeszcze kilka lat temu Strefy Czystego Transportu były w Polsce czymś w rodzaju miejskiej ciekawostki. Tematem dla aktywistów, urzędników i kilku pasjonatów elektromobilności. Większość przedsiębiorców patrzyła na to z dystansem. Bo przecież „u nas to jeszcze długo nie przejdzie”. Słyszało się o tym, że Londyn to ma, lub inne zachodnie stolice. Ale u nas? Na razie luz i nie trzeba się niczym przejmować. Tak było… ale
Problem w tym, że to już nie jest przyszłość.
To nasza dzisiejsza teraźniejszość.
I niezależnie od tego, czy ktoś uważa SCT za świetny pomysł, czy za kolejny administracyjny obowiązek, firmy działające w miastach zaczynają odczuwać skutki tych zmian bardzo realnie. Nie na konferencjach. Nie w raportach. Tylko w codziennej działalności.
Bo Strefa Czystego Transportu nie pyta, jakie masz poglądy. A te jak wiemy są różne i nie zawsze zbieżne z obowiązującą polityką czy przepisami. Chyba szczególnie w naszym kraju:). Interesuje ją wyłącznie to, czym jeździsz. I jak jesteś emisyjny.
To nie jest już eksperyment. To kierunek zmian w całej Europie
Kierunek, który u nas zaczął się nieco później…
Przez lata wielu przedsiębiorców obserwowało sytuację w Niemczech, Francji czy Holandii z przekonaniem, że Polska jeszcze długo pozostanie poza tym trendem.
Tymczasem europejskie miasta, od dawna zaostrzają wymagania wobec najbardziej emisyjnych pojazdów. Powód jest prosty – walka o jakość powietrza oraz spełnienie coraz bardziej restrykcyjnych norm środowiskowych. Tych które ustanawia Unia Europejska.
Polska również już weszła na tę drogę
Warszawa uruchomiła swoją Strefę Czystego Transportu w 2024 roku, a Kraków od 1 stycznia 2026 roku objął strefą około 60% powierzchni miasta. W praktyce oznacza to, że możliwość wjazdu zależy od norm emisji spalin konkretnego pojazdu.
Dla wielu przedsiębiorców był to moment, w którym temat przestał być teorią.
Największy błąd? Myślenie, że SCT dotyczy tylko mieszkańców
To chyba najczęstsze nieporozumienie.
W internecie często można przeczytać, że Strefy Czystego Transportu dotyczą głównie osób prywatnych. Kierowców starych samochodów. Mieszkańców centrów miast. Tymczasem dla biznesu skutki bywają znacznie większe. Wyobraźmy sobie firmę serwisową obsługującą klientów w dużym mieście.
Hydraulik.
Firma IT.
Operator telekomunikacyjny.
Dostawca urządzeń przemysłowych.
Kurier.
Handlowiec.
Każdy z nich żyje z mobilności. Musi dojechać do klienta, często, jak to się mówi – prawie na sam plac główny. Żeby to zobrazować… wyobraźcie sobie Pana, który jedzie do klienta naprawić lodówkę w środku gorącego lata. A klient mieszka w samym centrum, bo przy krakowskim rynku. Taka sytuacja:)
Teraz:
Jeżeli samochód nagle nie może wjechać do części miasta albo generuje dodatkowe koszty, problem przestaje być ekologiczny. Staje się finansowy.
I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa dyskusja.
Koszty nie zawsze są tam, gdzie większość ich szuka
Wiele osób skupia się wyłącznie na ewentualnej wymianie pojazdu.
To oczywiście ważny element.
Jednak w praktyce firmy często ponoszą znacznie bardziej ukryte koszty.
Przede wszystkim pojawia się konieczność planowania floty z większym wyprzedzeniem. Samochód kupowany dziś, może być użytkowany przez pięć, siedem lub nawet dziesięć lat. Oznacza to, że decyzje podejmowane obecnie muszą uwzględniać przyszłe regulacje.
Dochodzi do tego kwestia utraty wartości starszych pojazdów.
Samochód, który jeszcze kilka lat temu był pełnoprawnym narzędziem pracy, może nagle stać się mniej atrakcyjny na rynku wtórnym, jeśli nie spełnia wymogów kolejnych stref.
Nie bez znaczenia jest również logistyka.
Przedsiębiorcy coraz częściej analizują nie tylko cenę zakupu pojazdu, ale także jego dostępność do określonych obszarów miejskich. Mamy tu nasze strefy. Starsze auto nie wszędzie wjedzie, bo po prostu nie może w świetle prawa.
I właśnie dlatego wiele firm zaczyna interesować się elektromobilnością nie z powodów ideologicznych, ale czysto ekonomicznych i praktycznych.
Bo jeśli nasz wyżej wymyślony Pan naprawiacz lodówek:), będzie poruszał się autem bez emisyjnym, czyli pełnym elektrykiem, to oprócz tego, że „prawie” będzie mógł wjechać na rynek, to dodatkowo zaparkuje swoje auto za darmo.
Tak więc strefy z jednej strony to wyzwanie, ale podkreślmy, że tylko dla opornych i zatwardziałych. Dla tych, którzy w porę dostrzegli plusy posiadania elektrycznego auta do pracy, to czysta oszczędność. Zarówno czasu jak i pieniędzy. Tania jazda, darmowe parkingi miejskie (na tych prywatnych trzeba normalnie płacić), możliwość wjazdu do centrów miast, szczególnie kiedy te ustanowiły już strefy czystego transportu. Czyli – same plusy!
Dlaczego operatorzy ładowarek obserwują SCT z ogromnym zainteresowaniem?
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko.
Każda nowa Strefa Czystego Transportu zwiększa presję na modernizację flot. Nie oznacza to automatycznie masowego przejścia na samochody elektryczne. Oznacza jednak wzrost zainteresowania pojazdami niskoemisyjnymi. A tam, gdzie pojawiają się nowe samochody elektryczne, wcześniej czy później potrzebna jest infrastruktura ładowania.
To zjawisko było widoczne w wielu krajach Europy Zachodniej.
Najpierw pojawiały się regulacje.
Potem firmy zaczynały wymieniać część floty.
Następnie rosło zapotrzebowanie na publiczne i prywatne stacje ładowania.
Dla operatorów infrastruktury AC i DC, jest to jeden z najważniejszych trendów najbliższych lat.
Bo choć wiele osób nadal postrzega ładowarki wyłącznie, jako element transformacji energetycznej, w praktyce są one coraz częściej elementem infrastruktury biznesowej.
Tak samo jak parking, czy dostęp do internetu, lub komórki dla pracowników.
Czy każda firma musi już dziś kupować elektryki?
Nie.
I właśnie tutaj warto zachować zdrowy rozsądek. Internet uwielbia skrajności. Jedni twierdzą, że samochody spalinowe znikną za chwilę.
Drudzy przekonują, że elektromobilność zaraz się załamie.
Rynek pokazuje jednak coś znacznie mniej spektakularnego. Transformacja trwa. Powoli, nierówno. W różnym tempie w zależności od branży.
Są firmy, dla których samochód elektryczny już dziś jest świetnym rozwiązaniem. Są też takie, gdzie diesel nadal pozostaje bardziej praktyczny. Najbardziej opornie idzie to w transporcie ciężkim. Bo wielki tir, to wielka masa, i trzeba ją ciągnąć przez setki kilometrów. A z tym dzisiejsze ciężarówki mają jeszcze problem. Choć jest już znacznie lepiej niż jeszcze 3 czy 5 lat temu.
Najważniejsze jest jednak to, że Strefy Czystego Transportu zaczynają wpływać na kalkulacje biznesowe niezależnie od rodzaju napędu.
A to oznacza, że temat przestał być wyłącznie ekologiczny. Stał się strategiczny a coraz bardziej dochodzą tu do głosu pieniądze. W końcu biznes – każdy – polega na ich zarabianiu
Nie chodzi o politykę. Chodzi o przewidywanie rynku
Dlaczego wiele firm traci? Większość firm nie przegrywa dlatego, że podejmuje złe decyzje. Przegrywają dlatego, że podejmują decyzję zbyt późno.
Strefy Czystego Transportu nie pojawiły się nagle. To efekt wieloletnich zmian regulacyjnych obserwowanych w całej Europie. Można się z nimi zgadzać lub nie. Można je krytykować albo popierać. Ale z punktu widzenia przedsiębiorcy znacznie ważniejsze jest inne pytanie: Jak przygotować firmę na rzeczywistość, która właśnie się tworzy?
Bo niezależnie od emocji, jakie budzą SCT, jedno wydaje się pewne. Miasta będą coraz mocniej premiowały pojazdy niskoemisyjne, a infrastruktura ładowania będzie odgrywać w tym procesie coraz większą rolę. I właśnie dlatego dla wielu firm najważniejszym pytaniem nie jest dziś: „Czy Strefy Czystego Transportu powstaną?”
Pytanie brzmi:
„Jak bardzo wpłyną na mój biznes za trzy lub pięć lat?” Bo dobrze byłoby się do tego przygotować nieco wcześniej. Aby nasze słynne narodowe przysłowie: „Mądry Polak po szkodzie” – nie miało zastosowania w przypadku naszego przedsiębiorstwa.
Zostaw komentarz